

W poprzednim artykule składaliśmy propozycje matrymonialne posługując się cudnymi pierścionkami z diamentem, a w dzisiejszym odcinku ciąg dalszy ślubnej kołomyi.
Siadajcie, drogie dziatki, zaczynamy!
Kwiecień to zdecydowanie miesiąc bez literki ‘r’, ale za moment rozkwitnie maj i bzy, a potem przyjdą te wszystkie czeRwce, sieRpnie i wRześnie i będzie miał miejsce tradycyjny, doroczny wysyp ślubów. Zapewne i ktoś z waszej rodziny lub przyjaciół (a może właśnie Ty, Drogi Czytelniku?) w tym roku niechybnie opuści grono wyklętych przez społeczeństwo konkubin i konkubentów, dlatego warto podejść do zagadnienia pragmatycznie i do celebrowania takiej uroczystości przygotować się już dziś.
Syzyfowa praca
W naszym ojczystym kraju wciąż niewiele osób decyduje się na szaloną wycieczkę – na przykład do Vegas – i potajemny, szybki ślub w jednej z tamtejszych kaplic. Zwykle taka ceremonia odbywa się na ojczystym gruncie i to w towarzystwie licznych gości. Żeby jednak goście przybyli, zazwyczaj należy ich zaprosić. I tu pojawia się pewien problem oferta karnetów zaproszeniowych obfituje w całujące się gołąbki, błękitne i różowe serduszka. Esteci z minimalistycznymi upodobaniami są jednak w prawdziwym kłopocie, gdyż na ogół nie są w stanie zaakceptować takich graficznych rarytasów. Dla tych, co kręcą nosem na swojski kicz znaleźliśmy jednak rozwiązanie! Są nim szalenie nowoczesne zaproszenia – plakaty autorstwa Leslie Hamer, tworzącej pod pseudonimem ‘unlesssomeonelikeyou’. Zaproszenia tworzone przez Leslie są ściśle dopasowane do potrzeb klienta – postaci występujące na zaproszeniach to artystyczna wariacja na temat sylwetek prawdziwych nowożeńców, odtworzonych z dostarczonych przez młodą parę zdjęć.
Oto sposób by przebrzydłym gołąbkom raz na zawsze powiedzieć ‘nie’!
Zaproszenia możesz zakupić na: unlesssomeonelikeyou.etsy.com
Kiedyś na progu mieszkały krzaty!
Kiedy już przeminą ślubne ceremoniały i przebrzmią weselne dzwony, przyjdzie czas na zamieszkanie we wspólnym gniazdku. Dawniej progów domostwa strzegły cwergi w spiczastych czapach. Te sympatyczne ‘Koszałki-opałki” niestety nie dotrwały do naszych czasów i dlatego musimy się dziś wspomagać rozmaitymi krasnoludzimy protezami – takimi jak domofon, zamek, czy choćby wizjer. Wobec powyższego warto sprawić sobie wizjer, który zachowa odrobinę dawnej bajkowości. Avelewa czyli Ewa Lewandowska – królowa polskiego ‘wizjernictwa artystycznego’ proponuje wizjery przez które będziesz żałować, że masz w drzwiach tylko jeden otwór do obserwowania przychodzących gości. Wizjery Avelewy to – nomen omen – wizjonerskie fantazje, przybierające postać rozmaitych stworzeń, zwierzątek i łypiących na przybyszów oczu. Jeśli zamontujesz na swych drzwiach jedno z tych cudeniek możesz mieć pewność, że od tej pory będziesz musiał gości siłą wciągać do środka ( a i tak będą się od czasu do czasu pod byle pretekstem wymykać na zewnątrz, by przypatrzeć się wizjerowi).
Avelewa sprawia, że optyka zmienia się zupełnie – to nie Ty wyglądasz przez wizjer. Od tej pory to ON łypie na Ciebie.
Wizjerów (i ich zdjęć) Avelewy szukaj na stronie: wizjery.pl
Ewa Starzyk
Ps.: Artykuł tradycyjnie opublikowany w Magazynie Młodej Kultury SLAJD. Papierowy dizajn raport ma jednak tę wadę, że jest w nim mniej zdjęć :(
Pps.: Dla ciekawskich - temat ślubny nie oznacza, że Konsorcjum zmienia status. Nadal jesteśmy mrożącym krew w żyłach konkubinatem, a małżeństwem jedynie artystycznym :D
W dodatku żyje nam się szczęśliwie - może dlatego, że - by odgonić pecha (ph) zawsze nosimy przy sobie kocią łapkę :D
0 komentarze:
Prześlij komentarz